english version








.:: linki ::.






Wiadomości


<- powrót

Orlen Team w komplecie na mecie Dakaru


Orlen Team w komplecie osiągnął metę Dakaru, najtrudniejszego z rajdów na świecie. Ostatni, krótki etap w okolicach stolicy Senegalu nie wniósł już istotnych zmian do końcowych klasyfikacji. Wśród motocyklistów, po raz pierwszy w swojej karierze triumfował Cyril Despres, a Marek Dąbrowski i Jacek Czachor potwierdzili swoją pozycję w ścisłej czołówce. Pierwszy z nich zajął jedenaste miejsce, a drugi był dwunasty.

- Cieszę się bardzo, że Orlen Team w komplecie dojechał do Dakaru. Przygód mieliśmy co niemiara, a chyba ja miałem ich najmniej. Wraz z Markiem potwierdziliśmy, że jeżeli będziemy mieli jeszcze lepszy sprzęt to można myśleć o walce o wyższe pozycje. Dla debiutującego Krzyśka była to ciężka próba, ale dał sobie ze wszystkim radę, jest na mecie i w końcówce pokazał, że w tych warunkach potrafi jeździć bardzo szybko. Stanowimy zgrany zespół. Procentuje kilkuletnie doświadczenie moje i Marka, a Krzysiek bardzo szybko się uczy. Gdyby porównać nasz pierwszy start tutaj z tegorocznym, to jesteśmy od każdej strony w innej bajce. Teraz myślę już tylko o odpoczynku, powrocie do kraju i spotkaniu z rodziną. Znajdziemy naturalnie także czas dla kibiców, którym – mam nadzieję – cały zespół sprawił trochę radości – powiedział na zakończenie Dakaru, Jacek Czachor, kapitan Orlen Team

- To był mój piąty Dakar, ale przygód miałem chyba tyle samo, co podczas pierwszego startu w tym rajdzie. W pierwszym starcie zająłem 52 miejsce, a teraz pomimo licznych kłopotów jestem jedenasty. Trzy lata temu byłem co prawda na dziewiątej pozycji, ale wtedy wszystko szło jak z płatka. Teraz niestety było inaczej. Myślami jesteśmy już na przyszłorocznym Dakarze. Firma KTM obiecała nam sprzęt z najwyżej półki i chcielibyśmy w barwach Orlen Team pojechać najlepszymi motocyklami. Będziemy wtedy mogli walczyć o bardzo dobre, nawet te najwyższe lokaty. Teraz odczuwamy wielką radość z wyniku, ale nie mniejsze zmęczenie. Po ponad dwóch tygodniach jazdy musimy teraz solidne odpocząć, przestać nawet myśleć przez chwilę o Dakarze. Ale ja kocham się ścigać, lubię podejmować najtrudniejsze wyzwania, a Dakar jest właśnie takim wyzwaniem – powiedział na mecie nad Lac Rose pod Dakarem Marek Dąbrowski

Wśród samochodów po raz drugi z rzędu triumfował Stephane Peterhansel z fabrycznego teamu Mitsubishi. Metę w Dakarze osiągnął również debiutujący w tym rajdzie Krzysztof Hołowczyc. Niestety również podczas ostatniego etapu nie obeszło się bez nerwów. Po przejechaniu połowy odcinka specjalnego Mitsubishi Pajero Hołowczyca i Jean-Marka Fortina nagle odmówiło posłuszeństwa. Zgasł silnik i nie dawał się uruchomić. Do mety OS-u samochód polsko-belgijskiego duetu dotarł na holu. Dopiero tam mechanicy Ralliartu dokonali prowizorycznej naprawy i silnik zaczął pracować tylko na wolnych obrotach. Hołek i Fortepian mogli o „własnych siłach” przejechać metę swojego pierwszego Dakaru.

Według wstępnej diagnozy zawiniła elektronika. Początkowo mechanicy z Ralliartu przypuszczali, że winowajcą jest jeden z sensorów sterujących przepustnicą, ale po jego wymianie okazało się, że przyczyna musi być jeszcze inna.

- Co za pech. Już myślałem, że się ode mnie na tym rajdzie odwrócił. Ostatni odcinek nie mógł co prawda wnieść żadnych zmian do końcowej klasyfikacji, ale nie ukrywam, że chciałem powalczyć o dobre miejsce w końcówce i mocnym akcentem zakończyć mój debiut w Dakarze. Ruszyliśmy więc dość ostro i na pierwszych piętnastu kilometrach wyprzedziłem bodaj ośmiu rywali. Nie muszę mówić jak byłem rozczarowany, gdy przy podjeździe na wydmę silnik nagle przestał pracować i nie dawał się uruchomić. Nie mieliśmy innego wyjścia i musieliśmy skorzystać z grzeczności i pomocy jednej z ciężarówek z teamu Nissan Dessoude. Na holu przejechaliśmy metę OS-u, ale rampę już o własnych siłach, chociaż toczącym się autem. Najważniejsze, że się nie daliśmy. Cały rajd był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Miałem naturalnie chwile zwątpienia, bo trudno ich tutaj nie mieć. Zobaczyłem jednak, że można tutaj powalczyć, co potwierdzają nasze rezultaty z kilku ostatnich odcinków specjalnych. Wydaje mi się, że to doświadczenie, które już zdobyłem zaprocentuje w przyszłości. Marek i Jacek są wspaniałymi kolegami. Ich pomoc i rady były bezcenne. Miło pracować w zgranej grupie. Nieoceniony jest Jean-Marc. Był tutaj po raz pierwszy, a w wielu sytuacjach zachowywał się jak wytrawny znawca Dakaru. Orlen Team jest już bardzo widoczny na tym rajdzie i chciałbym, abyśmy w przyszłym roku należeli do głównych aktorów tego wspaniałego widowiska jakim jest Dakar – dzielił się swoimi wrażeniami Krzysztof Hołowczyc.

<- powrót



Na górę strony...







© 2004 Hołowczyc Management