Wiadomości
<- powrót
Wywiad z Andrzejem Kalitowiczem,
Prezesem Fundacji Kierowca Bezpieczny, managerem Krzysztofa Hołowczyca,
kierowcą rajdowym.
Czy Krzysztof Hołowczyc to bardziej sportowiec, czy biznesmen?
Krzysztof jest przede wszystkim sportowcem, choć prowadzi też dość rozległą działalność biznesową i społeczną. Można niewątpliwie określić go mianem człowieka-instytucji. Wynika to po części z faktu, że chcąc uprawiać tak drogi sport na wysokim poziomie trzeba umieć zadbać o jego finansowanie, a potem odpowiednio tym zarządzać. W obecnych realiach nie da się oddzielić od siebie sportu, biznesu i mediów. Tworzą one sieć określonych zależności i czy tego chcemy czy nie, chcąc osiągnąć sukces musimy to zaakceptować. Trzeba nie tylko zdobywać wysokie lokaty na zawodach, ale też umieć się znaleźć w świecie biznesu i mediów.
Jakie działania, nie tylko z zakresu public relations, zbudowały pozycję „medialną” Krzysztofa Hołowczyca?
Miła powierzchowność Hołowczyca wraz z ciekawą osobowością zdecydowanie sprzyjały w budowaniu jego popularności. Dziennikarze chętnie zapraszali go przed kamery, bo mieli gwarancję, że jego wypowiedź będzie ciekawa i ekspresyjna. Kilkanaście lat temu sportowiec, którego nie paraliżował strach przed kamerą i który miał coś ciekawego do powiedzenia był absolutną rzadkością. To sprawiło, że był często zapraszany do różnego rodzaju programów, nie tylko sportowych, ale też rozrywkowych, co bez wątpienia budowało jego pozycję medialną. Oprócz tego Krzysztof od lat angażuje się w różnego rodzaju akcje społeczne, w szczególności dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jako rajdowiec z wieloletnim doświadczeniem, jest autorytetem w tej dziedzinie i często proszony jest o wypowiedzi lub udział w audycjach o tej tematyce. Te wszystkie działania powodują, że nawet w okresach, gdy mniej startuje jest stale obecny w mediach.
Co, Pana zdaniem, ma większe znaczenie w kształtowaniu wizerunku medialnego sportowca – jego osiągnięcia sportowe, czy osobowość?
Oczywiście najlepiej, gdy jest jedno i drugie. Sukces sportowy wywołuje ogromne zainteresowanie sportowcem, ale przecież kariera nie składa się z samych sukcesów. Są okresy „wyciszenia”, zdarzają się też porażki. To osobowość sportowca decyduje o tym, jak przyjmuje zwycięstwa, ale też jak znosi porażki. Nieraz nawet porażkę można przekuć w sukces medialny, bo kibice spontanicznie solidaryzują się ze swoimi ulubieńcami w trudnych momentach, a porażka czasem może wyzwalać równie silne emocje, co radość ze zwycięstwa. Wszystko zależy od tego, jak sportowiec komunikuje się ze swoimi kibicami, czy jego wypowiedzi są dla nich wiarygodne i zrozumiałe, czy mogą się z nimi utożsamiać. Ta komunikacja powinna wywoływać u odbiorców określone emocje, które w efekcie tworzą więź kibiców ze sportowcem. Reasumując: same osiągnięcia sportowe nie wystarczą, żeby zbudować wizerunek sportowca na wiele lat.
Proszę powiedzieć, opierając się na swoim doświadczeniu, czy w polskim środowisku sportowym istnieje świadomość możliwości, jakie drzemią w odpowiednim kształtowaniu i zarządzaniu wizerunkiem sportowców? Kogo wymieniłby Pan, jako osobę profesjonalnie zajmującą się tą dziedziną?
Myślę, że taka świadomość może u niektórych sportowców istnieje, ale jest spychana na koniec kolejki ważnych spraw do ogarnięcia. Większość sportowców pochłonięta jest wyłącznie swoją karierą sportową, zapewnianiem sobie środków na treningi i starty oraz odłożeniem „czegoś” na potem. Nie potrafią wykorzystać swoich wyników do budowania odpowiedniego wizerunku, znikają z mediów zaraz po zakończeniu startów lub gdy przestają odnosić sukcesy. Inna sprawa, że nie bardzo mają do kogo się zwrócić o pomoc, bo nie ma rynku takich usług. Sport, to wciąż nisza na naszym rynku, choć na świecie to wielki biznes. Nasi specjaliści od marketingu i PR wolą tworzyć klasyczne programy wspomagające sprzedaż dla gigantów rynkowych, dysponujących stałymi, ogromnymi budżetami reklamowymi, niż angażować się w ryzykowne przedsięwzięcia sportowe.
Jak Pan sądzi, czy wizja sportowca, który niewiele znaczy bez sztabu doradców ds. PR-u, wizerunku, reklamy itp., jest realna? A może tak już się dzieje?
W przypadku wielkich, międzynarodowych gwiazd sportu to już norma. Doskonałymi przykładami sportowców, których wspierają ogromne sztaby doradców są David Beckham czy Tiger Woods. Ich kariera jest dokładnie zaplanowana i mimo, że ich sukcesy sportowe ostatnimi czasy nie są zbyt imponujące, to ich wizerunek medialny utrzymuje się wciąż na najwyższym poziomie. Styl życia, sposób ubierania się, wywiady i reklamy, w których biorą udział sprawiają, że odbiorca cały czas traktuje ich jak mega gwiazdy sportu, choć często nie ma to uzasadnienia w wynikach.
Czy „nierówne” osiągnięcia polskich sportowców nie utrudniają profesjonalnego kształtowania ich wizerunku lub w ogóle go nie wykluczają?
W karierze każdego sportowca są wzloty i upadki. Problem w tym, że większość z nich nie jest przygotowana ani na jedno, ani na drugie. Polski sportowiec jest przygotowywany wyłącznie do startów, jeśli osiągnie sukces spada na niego nagłe zainteresowanie mediów oraz popularność, z którą często nie wie jak sobie poradzić. W większości przypadków ich zachowaniem kieruje wtedy intuicja, a nie wiedza, czy nabyte umiejętności. Dlatego trudno mówić o profesjonalnym kształtowaniu wizerunku, bo takie mechanizmy w Polsce, poza kilkoma przypadkami, nie funkcjonują.
Czy polscy sportowcy, którzy w swoich dyscyplinach osiągnęli sukcesy, potrafią przekuć je na wartości wizerunkowe i materialne?
Sport jest doskonałym polem do działań marketingowych, zwłaszcza obecnie, gdy występuje znużenie klasycznymi formami reklamy. Wybitnym sportowcom już w czasach olimpiad w starożytnej Grecji towarzyszyła popularność i szacunek. Współczesne media, szukając atrakcyjnych dla odbiorców informacji, przyczyniają się do ogromnej popularyzacji zarówno sportu, jak i konkretnych sportowców. To zjawisko potrafi doskonale wykorzystać świat biznesu do celów marketingowych. Niestety w Polsce ciągle nie umiemy tego wykorzystywać. To jest takie błędne koło: sport nie jest profesjonalnie przygotowany do obsługi biznesu, a biznes nie inwestuje poważnie w sport, bo nie jest przekonany, że taka inwestycja przyniesie zyski.
Czym jest obecnie sport? Co może dać swoim fanom i, mówiąc górnolotnie, społeczeństwu?
Moim zdaniem współczesny sport staje się, niestety, coraz bardziej gałęzią rozrywki. Dowodem na to jest choćby oglądalność ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk olimpijskich, która przewyższa relacje z rywalizacji o medale. Ważną rolę w transformacji sportu odgrywają globalne media. Obecnie, dzięki telewizji i Internetowi, widz może niemal non-stop oglądać sport na najwyższym światowym poziomie, imprezy z udziałem największych gwiazd i najlepszych drużyn. Sport przemawia do nas uniwersalnym językiem, zrozumiałym na całym świecie. Przyczynia się to do jego polaryzacji tak, że rośnie zainteresowanie sportem przez duże S, a maleje tym na średnim i niskim poziomie. Odrębną sprawą są emocje, które dostarcza sport na poziomie narodowym. Gdy zwycięża nasza reprezentacja piłkarzy ręcznych, kryształową kulę zdobywa Małysz, czy nadzieję na podium daje nam Kubica, wtedy sport generuje ogromne pokłady pozytywnych emocji, które nas integrują i dodają nam wiary i siły. Nagle niszowe dotąd dyscypliny urastają do rangi sportów narodowych, a sportowcy stają się naszymi idolami.
Andrzej Kalitowicz jest absolwentem Wydziału Rehabilitacji AWF w Warszawie z 1987 roku. W latach 1987-1990 był pracownikiem naukowym na Wydziale Rehabilitacji. Osiągnięcia zawodowe zdobywał także jako dyrektor handlowy i generalny firmy VOX TV-SAT-VIDEO (1991-2000). Obecnie dyrektor generalny Hołowczyc Management oraz Członek Zarządu DNA Program Polska.
<- powrót
|